Post Top Ad

Dwa lata temu...

Zawsze chciałam mieć dwoje dzieci, jednak decyzja o pierwszym była dla mnie o wiele łatwiejsza niż o drugim. Dlatego Szymek pojawił się dopiero 4 lata po narodzinach Julki. Rozdarta pomiędzy obawami o przyszłość i problemami finansowymi, zobaczyłam nowonarodzoną córeczkę sąsiadki i ... przepadłam. Kilka dni później byłam już w ciąży...
Bałam się porodu. Bałam się jak jasna cholera mając w pamięci ból, który poznałam kilka lat wcześniej. Bałam się też dlatego, że tym razem Grzegorz nie mógł rzucić pracy i przybiec, kiedy zacznę rodzić, a Julka potrzebowała natychmiastowej opieki w momencie, gdy trzeba będzie jechać do szpitala. Termin miałam wyznaczony na 29 kwietnia. Już 3 tygodnie przed marzyłam, by urodzić, bo przecież Julka była na świecie właśnie 3 tygodnie przed czasem, więc do terminu strasznie mi się dłużyło. Miałam brzuszek jak piłka: "Samo dziecko" jak mówiła położona, bo Szymuś był całkiem sporym chłopakiem jak na gabaryty mamusi.
23 kwietnia ze szpitala wyszła moja szwagierka, która urodziła Ksawerego. Tak, tak - ciąża bywa zaraźliwa! Zarówno w ciąży z Julką jak i z Szymkiem miałam towarzystwo! :) Najpierw z zazdrością patrzyłam przez okno, jak jadą do szpitala, a potem z jeszcze większą zazdrością patrzyłam na małego człowieczka, który już był na świecie. Ja nadal mogłam tylko głaskać się po brzuszku i czekać... 
Tak się złożyło, że tego dnia zjadłam na obiad paluszki rybne i fasolkę szparagową. pomyślicie, że to fakt bez znaczenia, a jednak... 

Szwagierka stwierdziła, że w dniu porodu jadła na obiad dokładnie to samo, a poza tym jakoś dziwnie wyglądam... Wieczorem poszłam spać jak zwykle, ale nie mogłam zasnąć. Około 1 obudził mnie twardniejący brzuch. Usiadłam na łóżku i zastanawiałam się, co to za dziwne uczucie? Wiem, że to śmieszne, ale jakoś nie mogłam przyjąć do wiadomości, że to może być poród... Skurcze jednak były coraz silniejsze, więc obudziłam męża i razem zastanawialiśmy się, czy to już czy może fałszywy alarm. Około 1:30 postanowiłam jednak zadzwonić po moją mamę i wyruszyć do szpitala. Zanim mama dojechała skurcze były już tak silne, że bałam się, iż nie zdążymy na porodówkę... 
Zdążyliśmy. Na miejscu okazało się, że zapomniałam dowodu osobistego, ale na szczęście miałam kartę ciąży. Dla odmiany tym razem zostałam zbadana na izbie przyjęć, no, może raczej obejrzana. Stwierdzono, że za chwilę będę rodzić i myk windą na porodówkę. Tym razem miejsce było od razu, więc nie musiałam leżeć na sali, gdzie były już mamy z dziećmi. Na porodówkę weszliśmy około 2:15. Położna zbadała mnie i na wiadomość o tym, że to mój drugi poród kazała oddychać i ... ogólnie robić, co uważam za słuszne, a sama poszła coś tam wypisywać. Niezwykle sympatyczna pielęgniarka noworodkowa cały czas rozmawiała z Grześkiem o ... szwagierce i o tym, jakie to zabawne, że dwóm braciom synkowie urodzą się tylko z kilkudniową różnicą. Kolejne badanie. Mąż wyproszony z sali. Masaż macicy. Na moje jęki położna odpowiada, że jest noc i ona też już by chciała iść spać.... To jeden z przykrych epizodów narodzin Szymka.... Na szczęście minęło zaledwie kilkanaście minut odkąd zawołano Grześka z powrotem i Szymek już był na świecie. Rozwój akcji porodowej zaskoczył wręcz samą położną, która w biegu przygotowywała łóżko. O 2:55 Szymuś był już na moim brzuchu. Godzinę narodzin sprawdzał tatuś. Co prawda od razu poinformowano nas, że synek ma wadę wrodzoną, ale najważniejsze, że niczemu ona właściwie nie zagrażała i Szymuś dostał 10 pkt w skali Apgar.
Od razu poczułam, że spory z niego chłopak, bo w porównaniu do siostry, która była kruszynką, jego ciężar już czułam na brzuchu. 3390 i 55 cm to całkiem niezły wynik jak na mamę chudzinę. :) Kilka szwów wewnątrz i odwieziono mnie na salę, a Grzesiek pojechał obwieścić nowinę mojej mamie i Julce. Leżałam na szpitalnym łóżku i czekałam na niego... W końcu pielęgniarka przyniosła mi mojego synka w niebieskich śpiochach i czapeczce. "Smerfuś" - to było pierwsze, co sobie wtedy pomyślałam. Od tamtego dnia minęły dziś 2 lata. Okazało się, że strach ma wielkie oczy a Szymuś dobrze wiedział, kiedy ma przyjść na świat, żeby uszczęśliwić i mamę, i tatę, i Julkę.
Z Szymusiem przeszliśmy sporo, a jeszcze przed nami operacja, która zniweluje wadę. Dziś jednak po dwóch latach spędzonych jako mama dwójki dzieci wiem, że nie mogliśmy podjąć lepszej decyzji. Drugie dziecko dopełniło naszą rodzinę w niesamowity sposób, ale o tym w kolejnym tekście...

100 latek Szymusiu, zdrówka, uśmiechu na buźce no i mnóstwo Twoich ukochanych "tatojów" i "Kołłima" wszędzie, gdzie się da! :)


(To właśnie SMERFUŚ , rano tuż po narodzinach. ;) )






9 komentarzy:

  1. Ekspresowy poród. Sto lat Szymula niech mama i tata cie rozpieszczaja :)

    OdpowiedzUsuń
  2. 100 lat Szymusiu! Szkoda, że mieszkamy daleko od siebie, coś czuję, że polubiliby się z moją Olą ;-))
    Taki przystojny zięć no, no ;-)
    Tym bardziej, że u Nas gdyby jednak trafiło na chłopczyka też miał być Szymuś ;-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hi i hi dzięki kochana! ;) Też żałuję, że mamy do siebie daleko! I my byśmy się polubiły, takie dwie chodzinki!

      Usuń
    2. O tak, tak z pewnością!! Ale wiesz, życie czasami bardzo zaskakuję, kto wie, kto wie :D

      Usuń
  3. Wspaniale. Napisane. Sto lat dla Szymusia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Sliczne zdjęcia, słodki maluszek a Julcia jaka szczęśliwa skądś znam taki uśmiech moja starsza córeczka tez zawsze chce miec zdj ze siostrzyczką i jest w niej zakochana :) jak mama i tata. STO LATEK SOLENIZANCIE A w szczególności DUŻO ZDRÓWKA :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Julka jest bardzo opiekuńcza. :) Dziękujemy za życzenia!

      Usuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram