Post Top Ad

Współczesny rodzic - Świadomy rodzic.

Być rodzicem. Tak samo pięknie jak trudno. Nigdzie tego nie uczą. Nie ma szkoły dla rodziców ani żadnych egzaminów, które dawałyby ci pewność, że się nadajesz, że nie dasz plamy. Co najgorsze za brak wiedzy i umiejętności nie grozi ci lufa, a coś znacznie bardziej poważnego: konsekwencje dla naszego dziecka i dla nas samych.
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu nie istniało coś takiego, jak styl wychowania, a nasze babcie nie przejmowały się tym, że ich dzieci się im nie zwierzają czy że dostały raz czy drugi ścierą przez łeb. Tak wychowywali wszyscy, a matki tamtych czasów raczej skupiały się na tym, by mieć co włożyć do gara i w czym posłać dzieci do szkoły. Takie były czasy.
Za to teraz jesteśmy bombardowani informacjami o tym, jak wychowywać, jak być dobrym rodzicem, a nawet jak kochać dziecko, by wyrosło na mądre i szczęśliwe. My, rodzice XXI wieku, chłoniemy takie tematy jak gąbka, bo wiemy, że w dużej mierze to od nas zależy, jak będą żyć za kilkanaście lat nasze dzieci, bo je kochamy, bo chcemy im dać, to czego sami nie mieliśmy... No i trochę też dlatego, że bycie idealnym jest obecnie bardzo trendy...
Łatwo zagubić się w tym poszukiwaniu swojej rodzicielskiej drogi... Wiem, bo sama jestem z tych poszukujących...


Przewertowałam wiele poradników i praktycznie każdy odstraszył mnie gotowymi "przepisami" na idealne rodzicielstwo. Kompletnie nie rozumiem fenomenu książek Tracy Hogg, która twierdzi, że każde  dziecko można "zaprogramować" stosując te same schematy przez cały czas. Przeczytałam i odłożyłam na półkę. Nie dla mnie takie rady. Nie o to mi chodzi w wychowaniu moich dzieci. Zresztą przekonałam się, że moje dzieci nie podlegają żadnym schematom. Julka dziś jest cholerykiem, jutro flegmatykiem. Szymek wydaje się być cichy i spokojny, a ma dni, że wybucha jak wulkan energii.
W moich poszukiwaniach trafiłam na "Świadomych rodziców" dr Shefali Tsabary. Ta książka to nie jest typowy poradnik. Nie znajdziecie w nim gotowych rad: jak nauczyć dziecko samodzielnego zasypiania? jak przekonać do jedzenia niejadka? jak reagować na płacz w sklepie? Tsabary nie przekonuje do odkładania do łóżeczka, gdy dziecko płacze ani do karnych kur. Ona pokazuje, że sens rodzicielstwa tkwi w w czymś zupełnie innym - w sferze duchowej.




Dr Shefali Tsabary łączy w swojej książce wschodnią świadomość z zachodnią psychologią, dzięki czemu jej podejście do rodzicielstwa jest bardzo współczesne. Z jednej strony pisze o rzeczach bardzo trudnych dla nowoczesnych rodziców: o tym, że trzeba się zatrzymać, zajrzeć w głąb siebie, zrozumieć i zaakceptować swoje emocje, a z drugiej nawiązuje do aktualnych problemów związanych z konsumpcjonizmem, pogonią za pieniądzem, szkołą, wpływem mediów. Znamienne jest to, że Tsabary wyraźnie zaznacza, iż nie o hierarchiczny związek pomiędzy rodzicem a dzieckiem chodzi, a o związek duchowy; nie o znalezienie jednej cudownej metody na wszystko, a o nieustanne poznawanie swojego dziecka; nie o podporządkowywanie go sztywnym ramom, a o bycie z nim...  Nie opowiem Wam w szczegółach, co radzi autorka. Przede wszystkim dlatego, że zabrakłoby mi miejsca w jednej notce, a także dlatego, że książkę Tsabary trzeba przeczytać i zrozumieć na swój własny sposób.


Tsabary pokazuje, że bycie rodzicem jest niepowtarzalną szansą na przebudzenie siebie: zaakceptowanie swojej tożsamości i przewartościowanie swojego życia. Według niej tylko stając się świadomymi siebie samych, możemy wychować dzieci na ludzi pełnych wiary w siebie, dobrej energii, wewnętrznego spokoju i pewnych naszej miłości. A czyż nie o to nam wszystkim - współczesnym rodzicom - chodzi?...

Jest to książka bardzo wymagająca, ale warto nad nią usiąść i przeczytać ją raz, a potem drugi i trzeci... I wracać do niej wielokrotnie. Jeszcze żadna książka dla rodziców nie dała mi tak wiele.

"Świadomi rodzice. Budząc siebie wzmacniasz swoje dziecko." dr Shefali Tsabary, Wydawnictwo Biały Wiatr, 2012.

[Zdjęcia egzemplarza własnego.]



8 komentarzy:

  1. Dziekuję za tę recenzję. to będzie mój następny książkowy zakup. Zostałam zachęcona skutecznie. A przy okazji - czy zechciałabyś przeczytać mój tomik poezji http://tip-styl.blogspot.com/2014/03/new.html - tutaj jest wzmianka o nim :-) . Chętnie Ci go prześlę do recenzji. Co Ty na to? Co prawda to poezja nie dla dzieci, ale ciekawa jestem każdej opinii.
    Jak zawsze zapraszam do nas :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joanno bardzo się cieszę, że Cię przekonałam do tej książki, bo jest naprawdę wyjątkowa. Przeczytam Twój tomik poezji z przyjemnością!

      Usuń
  2. Ciekawe, czy jest w mojej bibliotece... Muszę zajrzeć. Chociaż w wychowaniu Zośki stawiam na intuicję. Naprawdę czuję między nami jakąś wyjątkową więź. I mam nadzieję, że tak będzie długo długo, że miłość i intuicja pozwolą mi być najlepszą. Nie idealną, ale najlepszą dla Mojej Córuni (i może nie tylko ;) )

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja Tracy Hogg przeczytałam i wzięłam dla siebie tyle ile mi odpowiadało. A książkę o której piszesz chyba już nie przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dlaczego nie przeczytasz? Co Cię odstrasza? Też możesz wziąć do siebie tyle, ile będzie Ci odpowiadało. ;)

      Usuń
  4. Fajnie tu u Ciebie, zapraszam do mnie..! :)
    co powiesz na wspólną obserwację?
    http://kosmetycznawycieczka.blogspot.com/2014/03/konkurs.html
    Zachęcam do wzięcia udziału w konkursie..;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ciekawa recenzja i już wiem, że powinnam taką książkę przeczytać. Tracy Hogg ma czasem rację, niektóre jej rady są dobre i rozwiązują wiele problemów, ale inne są nieczułe.. jakby rodzic i dziecko byli robotem. Wkurza mnie takie podejście i biorę sobie tylko to, co mi potrzebne. Wciąż jednak trudno znaleźć sposób na dobre wychowanie i wciąż szukam.. Książka o której napisałaś jest niezwykle interesująca, ponieważ jeśli nie ma rad,oznacza,że każdy musi wypracować swoje poglądy, sam się zastanowić i wymyśleć własne metody, odpowiednie dla własnej rodziny.
    Może tego nam współczesnym rodzicom trzeba ? Zamiast wkładania wszystkich problemów do jednego worka i rozwiązując w ten sam "idealny" schemat ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Ja nie kwestionuję tego, że w pewnych kwestiach Hogg nie ma racji. Trochę ostro napisałam o jej książce, ale to dlatego, że po przeczytaniu "Świadomych rodziców" widzę jak ogromna przepaść dzieli jej myślenie od myślenia Tsabary. Właśnie tej czułości mi brkauje u Hogg i tego miejsca na własny rozwój jako rodzica.
      Tak właśnie sądzę, że potrzebujemy pewnych wskazówek, a nie gotowych schematów. Naprawdę polecam przeczytanie tej książki, choć wymaga ona sporej koncentracji i sporo czasu.

      Usuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram