Post Top Ad

Kobiecość matki.

Przy okazji sobotniego święta sporo się mówiło o kobietach. Były życzenia i kwiaty. Było mówienie o tym, jakie to kobiety są wspaniałe i potrzebne światu, a z drugiej strony, jak wiele przeszkód napotykają na swojej drodze. To wszystko ważne. Szkoda tylko, że w pozostałe dni roku mówi się o tym niewiele... Ale to nie będzie post o narzekaniu!

To będzie post o kobiecości matki. To będzie post o tym, że nie trzeba mi przypominać, że mama jest kobietą. To będzie post o tym, że ja nie czuję się ani trochę mniej kobieca dlatego, że jestem matką.



Nigdy nie byłam wampem ani nie grzeszyłam elegancją. Mój styl był bliższy stylowi hippie niż glamour. Trampki, dżinsy i koszulka towarzyszyły mi bardzo długo. Właściwie to nadal  czasem towarzyszą, chociaż  chyba powinnam być już poważną kobietą... Lubiłam się malować, ale nie robiłam tego codziennie, bo po prostu nie czułam takiej potrzeby. Nie chodziłam do kosmetyczki, nie nosiłam tipsów ani akryli i nie obwieszałam się biżuterią. Lubiłam za to przeglądać magazyny modowe, płakać na "Titanicu" i objadać się bez opamiętania czekoladą. Taka była ze mnie kobieta. I tak mi zostało, mimo upływu lat.

Mówi się, że po urodzeniu dziecka kobieta zapomina o swojej kobiecości, że nie ma dla niej czasu, że staje się drugoplanowa. Zaczyna chodzić w dresach, nie maluje się, nie układa włosów, nie wychodzi z domu. Zakopuje się w pieluchach po szyję i można by pomyśleć, że staje się jakąś zjawą z najbardziej koszmarnych filmów. Jak już raz na ruski rok wyrwie się z koleżanką na miasto wygląda jakby piorun w miotłę strzelił: zmierzwione włosy, makijaż rodem z teledysków Lady Gagi i szpilki do dresów. No zapomniała biedaczka, jak to jest być kobietą przez to dziecko! Moim zdaniem ta rozmemłana mamuśka, co schowała kobiecość do kieszeni jest bardzo mocno przerysowana... 

Ja jakoś nigdy się tego nie obawiałam. Może dlatego, że kobiecość nie jest dla mnie równoznaczna z chodzeniem na obcasach i codziennym malowaniu rzęs. Kobiecość to dla mnie stan umysłu, na który składają się wszystkie moje emocje, doświadczenia i poglądy. Macierzyństwo nie umniejsza kobiecości. Macierzyństwo ją wzbogaca. Kiedy zostałam mamą zmieniła się moja wrażliwość, stałam się bardziej empatyczna, nauczyłam się bardziej optymistycznie patrzeć na świat i bardziej wytrwale walczyć o swoje. Złapałam też dystans do świata i do siebie, bo mój system wartości wreszcie poukładał się tak, jak powinien. Poczułam w sobie siłę i wiarę, o jakiej wcześniej nie miałam pojęcia.Czy to właśnie nie jest kobiecość?...

Jasne, że fajnie jest podkreślać swój wygląd, nosić szpilki, jeśli się lubi, sprawić sobie seksowną bieliznę, wyjść z koleżanką na plotki albo na zakupy. To też są sprawy, które kobiecość wzbogacają. Jednak dla mnie nie są priorytetowe. Nie czuję się mniej kobieca tylko dlatego, że wygodniej mi wyjść z dzieckiem na spacer w trampkach niż w szpilkach albo dlatego, że wolę pójść z dzieckiem na plac zabaw niż z koleżanką obgadać całą okolicę. Lubię od czasu do czasu zrobić sobie super make up, założyć sukienkę czy bez balastu pójść na zakupy i staram się w miarę możliwości tę ochotę spełniać. Jednak kobietą czuję się nieustannie bez względu na to, czy mam bluzkę usmarowaną czekoladą czy sukienkę w kwiatki.

Każda z nas ma prawo do postrzegania kobiecości na swój sposób. Nie dajcie sobie wmówić, że bycie mamą Waszą kobiecość zabija. Tylko od Was i od Waszego pojmowania kobiecości zależy, czy macierzyństwo będzie ją tłamsić czy wzbogacać. 



POZDRAWIAM

Zakręcona Mamuśka

11 komentarzy:

  1. Pięknie napisane i podpisuję się pod tym obiema rękami, ba, mogę nawet jeszcze nogami ;-) Tymi kobiecymi :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo za miłe słowa :) Fajnie, że masz podobne odczucia.

      Usuń
  2. no to ja taka rozczochrana po pierwszej córce chodziłam :P
    teraz zreszta też jakoś mało do ludzi wychodzę :/ drogi ze znajomymi się porozchodziły...
    ale teraz zaczęłam malować się nawet w domu tak dla poprawy samopoczucia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że fajnie w ten sposób poprawiać sobie samopoczucie. :) Jak mam chwilkę też się maluję w domu. :)

      Usuń
  3. :) Piękny post.
    Bo kobietą się jest niezależnie od tego, czy ma się na sobie szpilki czy adidaski.
    Kwestia jest właśnie taka, jak my się czujemy ze sobą w każdej możliwej odsłonie.
    Ale chyba każda kobieta potrzebuje założyć szpilki, zrobić perfekcyjny make-up - ot tak, dla nas samych. By czuć się inaczej, tak... super kobieco! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że od czasu do czasu fajnie jest ubrać się extra kobieco. Jak ktoś lubi to nawet ciągle. :) Ale dla mnie nie jest to warunek bycia kobiecą. Dla mnie kobiecość to coś, co ma się w środku.

      Usuń
  4. W bardzo interesujący sposób piszesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo i zapraszam częściej. :)

      Usuń
  5. Myślę, ze takie gadanie wynika z nadmiaru telewizji i internetu. Widzimy nierealny obraz kobiecości, taki, zawsze w pełnym makijażu, nawet gdy się budzisz po upojnej nocy, winnaś nienagannie wyglądać. A to wcale nie tak. Wcale nie trzeba całe życie maski nosić. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. narzucono nam pewne stereotypy dotyczące kobiecości i tego, że macierzyństwo ją zakłóca, ale to tylko... stereotypy. Każda z nas powinna znaleźć swój sposób na kobiecość. I to właśnie chciałam przekazać.

      Usuń
  6. " Na ulicę" się ubieram i robię starannie ale w domu? Wiecznie brudna bo mam małe dziecko. Ehh

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram