Post Top Ad

Jak karmisz, tak kochasz?

O karmieniu piersią powiedziano już prawie wszystko.Wojny i wojenki dotyczące tego, jak NAJLEPIEJ karmić dziecko toczą się w domach, na placach zabaw, na ulicach, w parkach i we wszystkich mediach. Jak wszystkie wojenki nie przynoszą niczego dobrego. Chyba, że dobrym nazwiemy rzucanie sobie błyskawic wzrokiem, frustrację i wyrzuty sumienia i traktowanie karmienia piersią jak przykry obowiązek.

Pomiędzy przekazywaniem komuś ważnych i słusznych informacji na temat karmienia piersią, wspieraniem w tej trudnej sztuce, pokazywaniem, iż nie musi ona wcale być bolesna, a przekonywaniem go na siłę, utwierdzaniem w przekonaniu, że każde inne wyjście jest złe i że nie karmiąc piersią krzywdzi swoje dziecko jest ogromna różnica. Niestety nie wszyscy tę różnicę umieją dostrzec.

Moja historia karmienia piersią...
Jeszcze będąc w pierwszej ciąży nie umiałam sobie wyobrazić, jak karmienie piersią wygląda. Mam oczywiście na myśli cały jego mechanizm. To wydaje się przecież takie proste: bierzesz dziecko na ręce, a ono - hop - łapie twój sutek i z gracją smakosza pije mleczko. Najada się po kilku minutach, wesoło "beka" i idzie spać. Taaaak... Jeszcze na kilka dni przed urodzeniem Julki moje piersi były puste. Nie znałam stanu, w którym już w ciąży niektóre kobiety muszą nosić wkładki laktacyjne, bo mleko tryska im strumieniami. Gdy pierwszy raz przyniesiono mi Julkę do karmienia, położna pomogła mi ją przystawić. Rozmiar biustu A nie pomaga w karmieniu. Na leżąco wręcz trudno było "sięgnąć" z piersią do Julki buźki. Jednak najgorsza okazała się noc, kiedy personel już tak chętnie nie przychodził i musiałam sama poradzić sobie z karmieniem. Pamiętam, jak klęczałam na łóżku, jęcząc z bólu przy każdym ruchu (pierwszy poród, szwy...), pot dosłownie spływał mi po nosie, Julka krzyczała z głodu, a ja nie umiałam włożyć jej piersi do buzi... Płakałam z bezsilności. Karmiłam prawie 5 miesięcy, kończąc jednocześni szkołę zaoczną. Przetrwałam kryzys po szóstym tygodniu  i po trzecim miesiącu. Mimo rad położnej po około 4 miesiącach zaczęłam myśleć o zakończeniu karmienia...  Pewnie zastanawiacie się, dlaczego? Po prostu zabrakło mi motywacji... Julka chorowała, ja przeżywałam ogromny stres związany z egzaminami końcowymi i wraz z brakami w pokarmie, zabrakło mi wytrwałości... Nie miałam też jeszcze wtedy dostępu do internetu, więc nie mogłam szukać odpowiedzi na każde dręczące mnie pytanie. O doradcy laktacyjnym na wsi oczywiście można pomarzyć.  Żałowałam.
Gdy miał urodzić się Szymon miałam mocne postanowienie, że będę karmić piersią dłużej niż Julkę. Pierwsze wrażenie: puste piersi. Spodziewałam się nawału tak, jak za pierwszym razem po 2 dobach, ale one wcale nie były twarde ani obrzmiałe. No i drugie zaskoczenie: Szymek miał duże problemy ze ssaniem. Położna stwierdziła, że woli ssać swój język niż moją pierś... Był płacz i nerwy. Jednak doświadczenie i świetna położna środowiskowa zrobiły swoje. Udało się. Karmiłam prawie 9 miesięcy. Nie przewidziałam, że gdy Szymuś będzie miał 2 tygodnie trafimy na patologię noworodka z gronkowcem. Na kilkanaście dni, kiedy żyłam w sumie o bułkach i sokach. Nie przewidziałam też, że już w wieku 4 miesięcy Szymkowi zaczną wychodzić zęby i to jeden po drugim. Potrafił mnie ugryźć do krwi. Jednak chciałam karmić i karmiłam. W kilka miesięcy schudłam 16 kilogramów.  I chudłam nadal. jasne, że się odżywiałam zdrowo. Cóż, chyba taka moja karma, że wystarczy niewielki bodziec, by waga zaczęła lecieć w dół. Z nowym rokiem, w styczniu 2013, podjęłam decyzję, że przechodzimy na butelkę.  Byłam jednocześnie dumna i zawiedziona... Tak wyglądała moja historia.

Subiektywna lista plusów i minusów karmienia piersią.
Będę z wami stuprocentowo szczera i powiem wam, jak karmienie piersią wyglądało z mojej perspektywy. Zacznijmy od plusów:
- Bliskość - i tu zaznaczam, że jest to plus względny, ponieważ bliskość mamy i dziecka można budować na milion różnych sposobów! Nigdy nie odważyłabym się stwierdzić, że mama, która nie karmi piersią nie może być z dzieckiem tak blisko, jak mama, która karmi. Jednak uwielbiałam te chwile, kiedy maluszki przytulały się do mojej piersi...
- Wygoda - zawsze masz mleko pod ręką, a raczej pod bluzką. ;) Nie musisz przyrządzać, podgrzewać, co jest uciążliwe szczególnie w nocy czy na wyjeździe.
- Oszczędność. Bezsprzecznie duży plus patrząc na ceny mleka w proszku i fakt utrzymywanie 4 osób z jednej pensji mocno poniżej osławionej średniej krajowej.
Kolej na minusy - takie, których sama doświadczyłam. Podkreślam, że to moje subiektywne zdanie i doświadczenia. Z pewnością nie każdy ma takie odczucia, ale przecież każdy ma prawo mieć własne, prawda?
- "Uwiązanie" - nie wiem, jak inaczej to określić. Po prostu ciągle miałam tę myśl. że moje piersi nie są już tylko moimi piersiami, ale dają pokarm mojemu dziecku. Nie każdy maluch wypije maminy pokarm z butelki... Czasem trzeba zrezygnować z wyjścia z domu bez maluszka, bo zwyczajnie trzeba być w pobliżu, kiedy zgłodnieje.
- Zmęczenie. Karmiąc piersią musisz częściej wstawać w nocy, przynajmniej początkowo.Dziecko może ssać kilkanaście minut, ale w okresach kryzysu może i godzinę, by po krótkiej przerwie znowu chcieć ssać. Jest to w takich chwilach męczące. Nie oszukujmy się.
- Wygląd piersi po zakończonym karmieniu. Niestety nie pomogły ani kremy, ani prysznic, ani nic innego. Z rozmiaru B zjechałam do małego A, a moja skóra rozciąga się jak guma do żucia.

Jak karmisz, tak kochasz?
Mleko mamy jest najbardziej naturalnym i zdrowym pokarmem dla dziecka. Temu nie zaprzeczy chyba nikt. Jednak już karmienie piersią nie dla każdej kobiety jest tak naturalne, jak mogłoby się wydawać. Są kobiety, które nie karmią w ogóle, ponieważ nie chcą ( z różnych powodów). Są i takie, które chciały bardzo, próbowały, ale napotkały na samym początku na takie problemy, których nie umiały pokonać. Są mamy, które karmią, ale cztery miesiące, sześć, osiem, dwanaście, bo w ich życiu, sercu, umyśle pojawia się taki moment, w którym muszą lub po prostu chcą przestać. I wreszcie są mamy, które karmią  tak długo, aż dziecko samo "się odstawi", bo uważają, że tak jest właściwie. Dzieci pierwszych trzech mam przechodzą w którymś momencie na mleko modyfikowane tudzież krowie (Wskazania cały czas się zmieniają,ale to już temat na inny post). Czy to oznacza, że wraz z zaprzestaniem ssania piersi, przestają "ssać" z mam miłość? Czy mamy "zabierając" dziecku swoją pierś, odbierają mu swoje macierzyńskie uczucia? Czy miłość mamy podającej butelkę jest inna niż mamy karmiącej piersią? Odpowiedź jest oczywista - nie. Obie kochają tak samo. I obie mają prawo wyboru sposobu karmienia.
Dlatego ważne jest by nie pokazywać karmienia piersią jako jedynej dobrej drogi. Owszem, jest najzdrowsza i najbardziej naturalna, ale nie oznacza to, że wszystkie inne są złe i godne potępienia. Nie zawsze znamy sytuację mamy, która nie karmi piersią lub przerwała karmienie po kilku miesiącach, ale czy naprawdę myślisz, że zrobiła to dlatego, bo nie kocha swojego dziecka? Nie dawaj jej więc odczuć, że jest gorsza...
Pomoc, informacje, mądre rady - to wszystko jest bardzo potrzebne mamom, które stają przed wyborem sposobu karmienia lub walczą z przeciwnościami w karmieniu piersią. Wciąż niewiele jest profesjonalnych poradni i kompetentnych osób w zakresie laktacji. Niech tworzą się takie miejsca i szkolą tacy ludzie. Niech informują, uczą, udzielają pomocy, ale niech nie ukazują karmienia piersią jako obowiązku, niech nie frustrują mam, którym się nie udało i nie deprecjonują tych, które karmić nie chciały. Wreszcie - niech nie napędzają tych wojenek pomiędzy karmiącymi piersią i butelką. One wszystkie kochają tak samo. A miłość do dziecka jest najpiękniejszym, co może i powinno łączyć wszystkie mamy.

23 komentarze:

  1. To jeden z najlepszych tekstów na temat KP jaki przeczytałam!

    Kamień z serca mi spadł ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, co powiedzieć... Cieszę się bardzo, że tak go odebrałaś!

      Usuń
  2. Karmiłam 4 miesiące, a ten ostatni miesiąc mieszanie. Dzisiaj wiem, że mogłam ciut inaczej zawalczyć niż walczyłam. Ale czulam swego rodzaju presję i brak pomocy. W szpitalu raz położna pomogła mi małą przystawić, a to nie było łatwe. Z pęknięciem 3 stopnia kroczem i płaskimi szerokimi broawkami. Duży biust tu nic nie pomagał. W szpitalu powiedziałam sobie, że chcę już w domu na spokojnie nauczyć się tej sztuki karmienia. Wypracowałam własną metodę i sutki doprowadziłam do stanu w którym karmienie było przyjemnością. Mimo, że pokarm później zanikł... uważam że nie dociera ta pomoc laktacyjna do wielu mama, które by chciały z tej wiedzy skorzystać. Młode mamy się boją pytać, bo wszystko jest takie nowe. Jak będzie mi dane zostać po raz kolejny mamą, spróbuję znowu KP i wierzę, że się uda.

    Martyna do dzisiaj pije MM, a ja nie czuję się mamą gorszej kategorii. Najedzone dziecko, to szczęśliwe dziecko :) i szczęśliwa mama.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację Ola. Pomoc wciąż jest nikła, a często zamiast pomocy jest presja i właśnie takie pokazywanie, że jak nie dasz rady karmić piersią to znaczy, że jesteś gorsza.
      Ja opisałam moje doświadczenia, więc wiesz, jak to u mnie było... Kolejny raz też bym karmiła, ale nie za wszelką cenę. Jeśli naprawdę czułabym, że po 6, 8 czy 12 miesiącach czas przestać, przestałabym i tyle. Tak jak piszesz - najedzone dziecko, to szczęśliwe dziecko i mama.

      Usuń
  3. Oj racja, w 100% racja. Sama karmiłam wszystkie 3 moje panny piersią, z ogromnymi problemami za każdym razem. Ale mam taką naturę, że się zawzięłam, przecierpiałam tygodnie bólu i karmiłam. Czy to oznacza, że każda matka, która w podobnej sytuacji postąpiła inaczej, zrobiła źle? Absolutnie nie. Uwielbiałam karmienie piersią (jak już nie bolało), ale nie każda matka ma obowiązek je uwielbiać. Stworzyła się wokół tematu karmienia piersią aura musu, a to jest niedobre dla wszystkich. Jeśli masz podawać dziecku pierś z nerwami, wewnętrzną niechęcią i złością na Nie, to lepiej mu daj z miłością butelkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie o to mi chodziło. Karmienie piersią jest czymś wyjątkowym, ale tylko jeśli robione jest to z prawdziwym zaangażowaniem, radością i w zgodzie ze sobą.

      Usuń
    2. zgadzam się, dopóki robi się to z zaangażowaniem i sprawia to radość nie tylko dziecku, ale i mamie, to warto karmić piersią, ale jeśli okupione to jest cierpieniem i smutkiem mamy, to wydaje mi się, że nie ma co się zadręczać, bo dziecko wyczuwa jeśli mama jest nieszczęśliwa, a takie przymuszanie do niczego dobrego nie prowadzi. sama karmiłam piersią, a jak nie mogłam akurat karmić, to odciągałam pokarm laktatorem i mąż karmił aventem, i bez problemu można było łączyć kp i butelką, bez obaw, że dziecko się odzwyczai od cyca. ale wiem, że wiele matek ma problem z kp i naprawdę im się nie dziwię, że z powodu braku wsparcia i pomocy wokół poddają się i rezygnują na rzecz mm. zbyt mało pomocy i zrozumienia dookoła...

      Usuń
    3. Masz rację. Oby tej pomocy - mądrej pomocy, bez nacisku - było więcej! :)

      Usuń
  4. U nas Lenka była karmiona 4, 5 miesiąca i to jedną piersią, ponieważ drugą po powrocie ze szpitala odrazu odzruciła. Ile to ja się nasłuchałam, że "a bo młodym to teraz nie chce się karmić" Chciało się!! Walczyłam jak lwica! Laktator, herbatki, woda hektolitrami, odżywianie się a do tego presja, stres i teksty " ona się nie najada, masz nie wartościowy pokarm". do dziś Lenka jest na mm. Skończyła 13 miesięcy. Czy nasza bliskość jest mniejsza?? Nie sądzę! Czy Lenka bardziej choruje?? Nie! Miała katarek dwa razy do tej pory. Czy mam wyrzuty sumienia?? Nie. Zrobiłam wszystko co mogłam w moim mniemaniu ale niestety się nie udało dłużej karmić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci Katarzyno, że w kwestii chorowania bywa różnie. Oczywiście dziecko dostaje z mlekiem mamy cenne przeciwciała i bardzo ważne składniki - tego nie kwestionuję, ale na chorowanie wpływają też inne czynniki. Mój Szymek karmiony 9 miesięcy chorował bardzo często. Teraz zaczynamy z tego powoli wychodzić, ale po gronkowcu, którym został zakażony przy porodzie, było bardzo ciężko.
      Ja myślę, że najważniejsze to robić wszystko w zgodzie ze sobą. Jeśli czujesz, że zrobiłaś, co mogłaś, to na pewno tak było.
      Tym tekstem chciałam pokazać, że piękne jest, kiedy mamy karmią piersią, ale jeśli jest inaczej, nie oznacza to, że są gorsze, a ich miłość mniejsza.

      Usuń
  5. dawno nie czytałam tak dobrego tekstu na temat karmienia. Ja swoich synów bardzo krótko karmiłam piersią. A co się naczytałam to moje:) Niestety nie zawsze jest tak różowo jakby się chciało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję. Bardzo ważny jest dla mnie taki odbiór.

      Usuń
  6. No cóż mogę powiedzieć. Jest dokładnie tak jak piszesz, każdy ma swoją drogę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Eh to może wypowiem się i ja :). Uwielbiałam karmienie piersią i karmiłam bardzo długo. Mimo dużych piersi, do tego pełnych mleka (które jak Olu opisałaś tryskało już w ciąży) początki były bardzo trudne. Nie miałam wątpliwości, że chcę karmić, a to, że skoro mam mleko będę umiała to robić wydawało mi się wtedy oczywistą oczywistością :), wcale tak nie było. Musieliśmy się więc tej trudnej sztuki nauczyć, a ile się przy tym wypłakałam, na szczęście pomocna była położna, więc wychodząc ze szpitala wiedziałam już że damy radę! I tak przygoda z karmieniem trwała dwa lata bez jednego tygodnia, bo to właśnie nie ja a moje dziecko się odstawiło. Bywało różnie, byłam czasem zła, wręcz sfrustrowana, czasami faktycznie uwiązana, był też moment kiedy chciałam odstawić Kubę , ale tego nie zrobiłam i nie żałuję!
    A jesli chodzi o chorowanie...hmmm.... Dziecko tak długo karmione piersią wcale nie mało mi chorowało!
    Wybory innych mam mimo iż czasem zwyczajnie dla mnie niezrozumiałe staram się jednak uszanować, dla mnie nie istnieje stopniowanie miłości, nie można kochać mniej lub bardziej, a w to,że każda matka kocha swoje dziecko wątpić nawet nie śmiem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za zdanie mamy "długokarmiacej" Anetko! ;) Ja patrząc na moje otoczenie też nie karmiłam wcale krótko, bo 9 miesięcy przy mojej budowie (którą miałaś okazję zobaczyć i ocenić) to całkiem spory okres. Dlatego nie napisałam tego posta z perspektywy mamy, która nie karmiła, a odwrotnie - tej, która jakieś tam doświadczenia z karmieniem piersią ma. Po prostu mam wrażenie, że mimo, iż coraz głośniej mówi się o wspieraniu mam chcących karmić piersią, to to wspieranie przeradza się w jakąś okropną presję, a jednocześnie tworzy się takie podziały na lepsze i gorsze mamy w zależności od tego jak karmią.Sporo czytałam na innych blogach tekstów mam, które cierpią dlatego, że nie karmiły piersią i dlatego, że są przez pewną część innych kobiet uważane za gorsze. Można nie rozumieć, ale trzeba szanować inne wybory niż swoje własne. Tak jak piszesz. A nie zawsze to kwestia wyboru - to druga strona medalu.

      Usuń
  8. Temat o karmieniu piersią nie jest mi obcy,gdyż karmiłam ponad rok najpierw syna a następnie córkę.Wiem,że jeśli miałabym kolejne dziecko i możliwość to również przystawiałabym je do piersi.Chudłam podobnie jak Ty Olu,no i pod koniec czułam się już bardzo zmęczona,ale wspominam te wszystkie chwile z czułością,nie da się opisać tego stanu,który się czuje podczas tej bliskości z dzieckiem.Ja osobiście bardzo się cieszę,że mogłam dać moim dzieciom coś od siebie,chociaż tak jak Ty szanuję wybory innych matek.Niestety wygląd moich piersi również się zmienił,nie da się tego ukryć,ale nie przejmowałam się tym, tym bardziej,że miałam wsparcie w mężu,który mnie zapewniał,że jemu to nie przeszkadza.Teraz nieco przytyłam,więc wszystkie partie mojego ciała się zaokrągliły,czego i Tobie życzę ;-)
    Ewelina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mimo wszystkich trudności bardzo dobrze wspominam okres karmienia. Myślę, że zdjęcie bardzo dobrze to oddaje, co czułam... :)
      Jednak wiem, że wiele mam odczuwa brak wsparcia ze strony położnych, a ze strony innych mam, szczególnie w internecie, zamiast wsparcia słyszą wyrazy potępienia. A tak być nie powinno.
      Jeśli chodzi o wygląd to mojemu mężowi też to nie przeszkadza, ale ja czułabym się lepiej, gdybym miała kilka kg więcej. Dzięki za życzenia. Mam nadzieję, że kiedyś się spełnią. :)

      Usuń
  9. karmiłam piersią przez prawie 1,5 roku, ale nigdy nie oceniłabym negatywnie żadnej mamy, która nie karmiła naturalnie, to indywidualna decyzja, karmienie piersią nie jest tak proste jakby się mogło wydawać,

    OdpowiedzUsuń
  10. Karmiłam 17 miesięcy, przez ostatnie 3 miesiące tylko jedną piersią - stopniowo synek odstawiał się, przy moim współudziale, bo także bardzo schudłam. Wkrótce skończy 2 latka, wróciłam do formy ja i moje piersi :-)
    Od początku miałam świadomość, że karmienie piersią ma niewiele wspólnego z tzw.: instynktem macierzyńskim, a najwięcej z treningiem, nauką, czasem żmudną i nie pozbawioną błędów. Miałam wiedzę teoretyczną i trochę dystansu względem własnych umiejętności. Nie spinałam się, tylko akceptowałam możliwość ewentualnej porażki. Może dlatego widzę same plusy mojego karmienia piersią, ale mnie się udało bez większych kryzysów i na zupełnym luzie podejść do sprawy. Wiem, że moje mleko to zdrowotna polisa jaką dałam na starcie synkowi. Wiem też, że gdybym z jakichś względów nie mogła karmić go piersią, nie byłabym dla niego gorszą matką.
    Bo to, czy jest się matką dobrą i troskliwą wynika z umiejętności całościowego dbania o dziecko i z miłości, jaką się je obdarza, bez względu na to, jaki rodzaj karmnika się zastosuje ;-) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejście to bardzo ważna sprawa. Niektórym mamo trudno oderwać się od presji, jaką czują dookoła siebie w związku z karmieniem. Mają wrażenie, że to takie proste, a po zderzeniu z rzeczywistością boleśnie się rozczarowują. Motywacja i wsparcie to podstawa. Dystans też. :)

      Usuń
  11. Ja jestem farciarą. Mam karmienie we krwi. Nie miałam nigdy zapalenia piersi, problemów z przystawianiem. Mimo to Tymona zaczęłam odstawiać zanim skończył pół roku (a ostatecznie odstawiłam gdy miał 9 miesięcy). Alergik. Dziś wiem, że popełniłam błąd. Agnieszka nie dostaje mm.

    A położne są z kosmosu chyba. Mi noworodka chciały poić glukozą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moją starszą córkę glukozą przepajały.... I przyniosły do karmienia dopiero 2 godziny po cesarce, ale to inna historia. Syna przyniosły zaraz po cesarce, a zabierały kiedy ja sobie tego życzyłam i kiedy chciałam również go przynosiły. Gdy chciały mi go przepoić w 2 dobie na noc zabroniłam przeczuwając, że dostanę nawału i tak było jak z córką.
      Karmiąc z córką miałam jedno zapalenie piersi, ale nie wspominam jakoś tragicznie tego, karmiłam ją w sumie rok czasu, sama ją odstawiłam. Z synem (6 tygodni) już przyplątały mi się dwa zapalenia piersi, kryzys laktacyjny- pomimo, iż na piersi nabiera- za zmęczenia i niewyspania wolę czasem raz na jakiś czas (nawet gdyby to miało być raz na 3 dni) dać butelkę i nie czuje przy tym, że popełniam zbrodnię. Z córka było podobnie, lecz butelkę podałam jej w wieku 4 m-cy- ale karmiłam pomimo tego długo.Teraz też tak będzie.

      Usuń
    2. O tej glukozie słyszałam. To "normalna" praktyka w szpitalu. natomiast w czasie pobytu z synkiem na patologii noworodka, kiedy tylko wyszłam do sklepu po bułki, już podały małemu butelkę z mieszanką.

      Usuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram