Post Top Ad

Prawdziwe emocje kontra zmyślone historie, czyli mały wrażliwiec w fikcyjnym świecie.

Komu  nie zdarzyło się nigdy popłakać na filmie? Albo choćby wzruszyć tak, że płacz mieliście na końcu nosa? Czy tylko mnie rozwala na łopatki "Titanic" (mam w nosie opinie, że jest tandetny) i "Wzgórze nadziei"???  Mówcie, co chcecie, ale ja znam osoby, które przepłakiwały każdy odcinek "Zbuntowanego anioła", co już rzeczywiście uważam za lekkie nadużycie (LOL), a tych, co się nie wzruszają, kiedy Rose puszcza zamarzniętą dłoń Jacka i pozwala mu opaść na dno oceanu, mogłabym policzyć na palcach jednej ręki!

Jesteśmy dorośli. Wiemy, że to fikcja:  że DiCaprio wcale nie utonął, a Nicole Kidman wcale nie została sama z pamiątką w postaci córki podobnej do Inmana. A mimo to emocje biorą górę... Bo emocje zawsze są prawdziwe...

Cóż więc się dziwić dzieciom, którym trudno odróżnić fikcję od rzeczywistości, że tak łatwo poddają się emocjom? Tak łatwo jak moja Julia na przykład...


Oglądamy  filmową adaptację "Pinokia" (z fenomenalnym swoją drogą Roberto Benigni w roli głównej).

 Moment, kiedy Pinokio płacze na grobie Niebieskowłosej Wróżki (która jak się potem okaże wcale nie umarła - nawet w filmie :P ):
- Biedny Pinokio! Wrózka nie zyje! Co on teraz zrobi! - i płacz...
- Julcia, ale to się nie dzieje naprawdę. To tylko aktorzy!
- Aktozy? To kto lezy w tym grobie?!
- Nikt... To na niby.
Chwila zastanowienia. I dalej płacz.
- Pinokio mówił, ze to wrózka!

Moment, gdy Pinokio znajduje się w brzuchu wieloryba i chowa się przed Gepettem. Przypadkowo zaczyna płonąć jego drewniane ciałko... Pinokio po cichutku płacze. Julka płacze razem z nim.
- Biedny Pinokio! To musi go boleć! Mama, a jak on umze?!
Tulę płaczkę. Znowu tłumaczę:
- Julcia, ale to tylko na niby. To jest film!
- Tak? To jak oni zrobili, ze się aktor pali, co?!
I dalej płacz.

Moment, gdy Pinokio żegna swojego kolegę zamienionego w osła, który umiera pozostawiony na pastwę losu w gospodarstwie.
- Mamo, on nie zyje! Biedak!
- Julka on udaje. To tylko film!
- Tak? To cemu ma zamknięte ocy? I Pinokio płace...
Julia też płacze.

Po każdym z takich momentów równie szybko jak się rozpłakała, ociera łzy. I już się śmieje razem z Pinokiem, który wpada w ramiona swego taty, już się rozpromienia na widok Niebieskowłosej Wróżki, która jednak żyje....

Podobnie jest na ekranizacji "Pięknej i Bestii", na "Kurczaku Małym", a nawet na niektórych odcinkach "Krecika"... Podczas czytania książek jest tak samo, a nawet podczas zabawy, kiedy Julka sama się wkręci w historię, jaką wymyśla...

Jak wytłumaczyć dziecku różnicę pomiędzy fikcją a rzeczywistością? Jak wyjaśnić, czym powinno się emocjonować, a czym nie? A może nie mamy prawa tego robić, bo przecież wszystkie emocje są prawdziwe i .. .dobre? 

Moim zdaniem warto cierpliwie wyjaśniać dziecku, że w filmach grają aktorzy, a w bajkach narysowane postacie, jednak emocje, które odczuwa są doskonałym pretekstem do rozmowy o rzeczach ważnych! Przecież baśnie, filmy i kreskówki (przynajmniej te wartościowe) niosą za sobą przekaz, uczą odróżniać dobro i zło, szanować innych, budować system wartości... Właśnie dlatego uczucia dziecka, nawet w obliczu fikcyjnych historii i bohaterów, są dobre i my jako rodzice powinniśmy umiejętnie je wykorzystać. 

Dostrzegam, że Julia przejawia wrażliwość zapoczątkowaną często właśnie sytuacjami opisywanymi i przedstawianymi w fikcyjnych historiach. Choćby gdy zdarzy się jej "odpyskować" tacie, upomniana, o chwili namysłu stwierdza, że nie będzie taka niedobra jak Pinokio dla Gepetta, a kiedy opowiada mi o koledze ze szkoły, który jest nieco inny od pozostałych dzieci, zastrzega, że nie będzie się z niego śmiała jak kury z Brzydkiego Kaczątka, bo ważne jest to, co ma w środku (Dosłownie takich mądrych słów używa!)

Dlatego tłumaczę, wyjaśniam i powtarzam do znudzenia, że Pinokio nie istniał naprawdę, książę nie zmienił się w Bestię, a Kurczak Mały nie miał traumy przez pojawienie się kosmitów, ale też cieszę się, kiedy widzę, jak Julia się wzrusza, współczuje i wczuwa w sytuacje fikcyjnych bohaterów. 

A jak Wasze dzieci reagują na filmy, bajki i książkowe historie? Czy rozróżniają już fikcję od rzeczywistości? Dostrzegacie pozytywy w prawdziwym przeżywaniu zmyślonych historii?



10 komentarzy:

  1. Fantastyczny i ciekawy wpis. Moja córka jeszcze nie podziela losu z bohaterami bajek. Nie potrafię powiedzieć co jej powiem gdy stanie się to po raz pierwszy. Jednak chyba najważniejsza jest rozmowa z dzieckiem, właśnie o uczuciach, wyjasnienie że wszystko ma jakiś sens. Emocje w końcu faktycznie są prawdziwe, a takie "wzruszenia" uczą wrażliwości na świat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za lekturę :) Początkowo trochę mnie przerażała ta Julki wrażliwość na fikcyjne zdarzenia, ale po pewnym czasie doszłam właśnie do takiego wniosku: że one przecież mogą ją wiele nauczyć! Więc tak, jak piszesz: tłumaczę, uczulam na fakt, że to nie dzieje się naprawdę, ale też próbuję wykrzesać jak najwięcej dobrego z tych emocji.

      Usuń
  2. jeżeli chodzi o moje dziecię, trudno powiedzieć czy odróżnia fikcję od rzeczywistości, bo ogląda rzadko bajki. Ja natomiast namiętnie płaczę na filmach, na niektórych wręcz szlocham;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypuszczalnie więc, gdy zacznie oglądać, może odziedziczyć wrażliwość po mamie :)

      Usuń
  3. Nikt mnie nie przebije. Ryczałam na świątecznym odcinku Mody na sukces!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OMG! Chyba masz rację - trudno będzie Cię przebić Aluś! :D

      Usuń
  4. Nie da się żyć bez emocji... Takie to już nasze istnienie... A dzieci w ten sposób mogą się uczyć wartości oraz uwrażliwiać swoje małe serduszka na drugiego człowieka... Z czasem same zaczną odróżniać co jest prawdą a co fikcją... Zresztą chyba lepiej, że najpierw zderzają się z emocjami wywołanymi przez bajkę, film, książkę... Ja do dziś przeżywam wiele rzeczy... Moje dziewczyny wzruszają się do łez przy ulubionych lekturach czy filmach... Ważne jest, by tak jak Ty, towarzyszyć dziecku w tych przeżyciach a wszystko będzie dobrze... :)

    Serdecznie i wzruszająco pozdrawiam!
    Agnieszka Prz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Agnieszko za mądre słowa! Masz rację: to taki "trening" przed prawdziwym życiem.Ja nie jestem z osób, które łatwo się wzruszają, ale bywa, że popłaczę się czytając albo oglądając film, a to już znaczy, że jest mega wzruszający! :)

      Usuń
  5. Mam w domu trzy córki i żonę :) i sporo, sporo emocji na co dzień.
    Każda jest inna i trochę inaczej przeżywa i trudne to i piękne zarazem. Myślę sobie, że każdy ma prawo do swoich, własnych emocji.
    My bardzo restrykcyjnie wybieramy filmy/bajki do oglądania dla córek.
    Wydaje mi się, że najtrudniejszą (albo jedną z) rzeczy przy emocjach jest nauczanie nazywanie i świadomości emocji. Sądzę, że to klucz do nauczenia się radzenia sobie z ich pojawianiem się.
    I mam nadzieję, że dajemy radę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tomku dziękuj.ę za Twoją opinię! Rzeczywiście będąc "rodzynkiem" w takim kobiecym gronie musisz mieć na co dzień sporo emocji! :)
      My też nie pozwalamy córce oglądać wszystkiego, ale dochodzę do wniosku, że właśnie bajki/filmy wywołujące emocje takie jak wzruszenie, współczucie, poczucie empatii, ale też radość i zachwyt. To one uczą tego, co w życiu najważniejsze, czyli świadomości i umiejętności przeżywania emocji tak jak piszesz.
      Piękne jest to, co napisałeś, że każdy ma prawo do swoich emocji. Zgadzam się z Tobą w 100%.
      pozdrawiam i zapraszam na nowy wpis już dzisiaj :)

      Usuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram