Post Top Ad

Pracującą mamą być...

Miałam 8 lat, kiedy moja mama poszła do pracy. Zarabiała 600 zł na rękę - taka była wtedy najniższa krajowa - i musiała jeździć na rowerze cztery razy dziennie po 5 km w jedną stronę. Sprzedawała w sklepie spożywczym. Zimą miała odmrożone nogi, a latem w pocie czoła robiła te 20 km i stała do wieczora za ladą. Za 600 zł. Śmieszne pieniądze, które wtedy były na wagę złota dla naszej pięcioosobowej rodziny.

Nie mieliśmy niani. Pomagała nam babcia, ale w gruncie rzeczy to my sami się sobą zajmowaliśmy. Mieliśmy swoje obowiązki, które wykonywaliśmy bez mrugnięcia okiem (z małymi wyjątkami... ;) )  a potem mieliśmy czas dla siebie. I czekaliśmy na tatę, który wróci z "rejonu" (pracował jako listonosz) i na mamę, która wróci ze sklepu. Dodatkowym powodem oczekiwania był lizak, wafelek czy jogurt, który każdego dnia miała dla nas mama po powrocie z pracy.
Moja mama - kobieta pracująca. Wiem, jak było jej wtedy ciężko, a mimo to wspaniale godziła pracę z byciem mamą. Nigdy nie poczułam, że brakuje jej dla mnie czasu. Nigdy nie czułam się pozbawiona jej uwagi, czułości i zainteresowania. Nigdy nie zazdrościłam koleżankom, których mamy nie pracowały. I wiem, o ile lepiej czuła się moja mama pracując, niż wtedy, kiedy musiała z tej pracy zrezygnować i zostać w domu - na długie lata, jak się później okazało...


Ja nie pracuję. Nigdy nie pracowałam w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Owszem, jakiś czas byłam niańką i zaliczyłam nawet epizod pracy w stolarni. Teraz dorabiam sobie jak mogę pracą zdalną, ale nie jest to szczyt moich marzeń. Nie ukrywam. Praca z prawdziwego zdarzenia, w zawodzie, który chciałabym wykonywać, pozostaje póki co w sferze moich marzeń.... I nie będę zaprzeczać, że nie napełnia mnie to frustracją taką, że czasem ryczeć się chce... 

Wiele czynników składa się na moją sytuację i nie chodzi mi tu o to, by się z nich tłumaczyć. Może trochę o to, by sobie ulżyć? Może po to, by znaleźć inne mamy, które są w podobnej sytuacji? 
I jeszcze dlatego, by powiedzieć wprost, że podziwiam mamy, które pracują i umiejętnie łączą wychowanie dzieci z karierą (Nie takie z filmów typu "Niania w Nowym Jorku", bo i takie są, niestety.). Również dlatego, by powiedzieć, iż nigdy nie miałabym czelności stwierdzić, że pracujące mamy mniej kochają swoje dzieci. Gdybym tak myślała, sama musiałabym mieć związaną z tym ostrą traumę z dzieciństwa, a nie mam. Przeciwnie - moją mamę uważam za prawdziwą heroskę. 

Czy kiedyś będzie mi dane poczuć się mamą pracującą? Czas pokaże, choć pewnie i sporo samozaparcia powinnam w sobie odnaleźć, by się o tym przekonać.... Póki co staram się cieszyć tym, co mam... To chyba lepsze niż typowe, polskie narzekanie i użalanie się nad swoim losem.

 A mam przecież tak wiele... Wystarczy spojrzeć:






1 komentarz:

  1. Ja jestem mamą pracującą... W sumie od początku tak było... I bardzo się staram godzić wszystkie obowiązki, choć bywa tak czasem, iż ma się wrażenie, że wielość spraw jest nie do udźwignięcia... [po drodze jeszcze dokształcałam się w mieście oddalonym od mojego o 300 km - to było dopiero wyzwanie...;)]. Niemniej nie uważam, że kobiety pozostające w domu ze swoimi dziećmi mają łatwiej czy lepiej... Myślę, że każdy stan ma swoje plusy i minusy... A w naturze człowieka jest coś takiego, że czasem tęskni za tym co ma ktoś inny... Nie będę ukrywać, że miałam takie chwile, że chciałam rzucić pracę i zamknąć się za drzwiami mojego domu... Ale znając swoją naturę, myślę, że byłabym gorszą mamą gdybym zrealizowała ten pomysł... Tak więc każda z nas co by nie robiła, jeśli robi to z myślą o dobru swojej rodziny jest najlepszą mamą pod słońcem! :)

    Pozdrawiam serdecznie!

    Agnieszka Prz.

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram