Post Top Ad

Jak podsumować rok z życia?

Jakby nie patrzeć nadszedł czas na podsumowania. Czytam je na innych blogach, komentuję i zastanawiam się: jak ja mam podsumować mijający rok 2013 i to w jednym, krótkim poście???

Więcej było trudnych czy tych dobrych chwil? Bilans na plus czy na minus? Szczerze powiem, że nie potrafię ocenić. Postanowień noworocznych na 2013 rok nie miałam, bo nie należę do osób, które snują dalekosiężne plany. Mój plan ogranicza się do tego, co zrobić jutro na obiad i jak sprawić, by nie zabrakło mi kasy na koniec miesiąca. ;)

Moja babcia mawiała, że człowiek snuje plany, a Bóg się śmieje, czy jakoś tak i ja uważam, że to święta prawda. Z ręką na sercu chyba jeszcze nigdy nie udało mi się dotrzymać noworocznych postanowień, więc przestałam je robić...


Gdyby tak można było postanowić sobie noworocznie, żeby dzieci były zdrowe i szczęśliwe, to zrobiłabym wszystko, by to spełnić. Nie można. A cała reszta też w jakichś 50% zależy od przypadków, ludzi i innych okoliczności przyrody. Jaki więc sens ma postanawianie sobie czegokolwiek?

Owszem. Są rzeczy, które chciałabym zrobić i sprawy, które chciałabym doprowadzić do końca albo rozpocząć w Nowym Roku. Postanowieniami tego jednak nazwać nie można. Chciałabym, by Szymon wreszcie miał planowany od jego narodzin zabieg. Chciałabym, żeby Julia nadal lubiła przedszkole i odnalazła się potem w I klasie. Chciałabym, żeby powiodły się zamierzenia ślubnego związane z pracą, żebyśmy odetchnęli finansowo.

A dla siebie? Oj, czego ja bym nie chciała! Prawa jazdy ( w tym roku o mały włos, bym zrobiła :P ), studiów, pracy... Jeśli uda się chociaż robić to, co kocham, czyli pisać i mieć choć kilku wiernych czytelników, to już będzie pół sukcesu! ;)

No dobrze, ale to miało być podsumowanie, a zamiast tego wyszedł plan albo raczej brak planu na Nowy Rok! Żeby nie wyszło na to, że nic się w 2013 nie działo, napiszę tyle: upłynął on pod znakiem ... dzieci. Naprawdę!

W lutym Julka skończyła 5 lat, a w kwietniu Szymon roczek. Każdy, kto ma lub miał dzieci w tym wieku wie, jak intensywny to czas, zarówno w pierwszym jak i w drugim przypadku. A więc były pierwsze kroczki, pierwsze słowa i pierwsze, świadome zabawy. Latem zaliczyliśmy wyjazd do dużego zoo (Tak, tak, dla nas mieszkających na małej wioseczce zwierzęta poza krowami i kurami, ewentualnie dzikami i sarnami to jest COŚ!) i nad morze. 

Od września: przedszkole. To był dopiero przełom! Mało co, a skończyłoby się na psychotropach (Oczywiście u mnie, a nie u przedszkolaczki!).Zmiany, zmiany i jeszcze raz zmiany. Świat wywrócony d góry nogami. Tym bardziej, że do przedszkola 4 km i trzeba rano o 7 jechać z wujkiem samochodem, potem przesiąść się na autobus i podobnie z powrotem. Czasem mama musi rowerem jechać na przystanek, czasem tata zdąży po pracy, a najczęściej po prostu trzeba kombinować. Wypuścić spod skrzydeł moją kruszynkę (No dobra, przecież wiem, że ma już 5 lat, ale wiecie jak to jest...) to było dla mnie absolutne przeżycie mijającego właśnie roku...

No i bycie mamą dwojga, którego ciągle się uczę. Oni się docierają. Wciąż bywają o siebie koszmarnie zazdrośni. Ja uczę się wychowywać synka i córkę i uczę się wychowywać ich razem. Wychowywać tak, by żadne nie czuło się mniej kochane, mniej doceniane i mniej ważne. A nie jest to wcale łatwe, szczególnie, gdy dzieci dzielą ponad 4 lata. 

Cały miniony rok testowałam możliwości pracy zdalnej. Z początkiem Nowego Roku zostaję bez niej. Akurat ten rodzaj pracy chyba nie był dla mnie... Może znajdę coś nowego w Nowym Roku? Może połączę przyjemne z pożytecznym? Kto wie... Ja w każdym razie nic nie planuję, ale ... marzyć po cichutku sobie lubię...


17 komentarzy:

  1. Mówisz, zostajesz bez pracy? A ja miesiąc po porodzie może ciut wcześniej muszę do niej wrócić... Też prawie jak praca zdalna, a bynajmniej tak to odczuwam... No bo jak nazwać pracę kilka godzin w tygodniu za 300, 400 zł miesięcznie... I wypłata w zależności od przeprowadzonych godzin. A perspektywy lepszej żadnej nie mam, bynajmniej nie z malutkim dzieckiem... Ja podsumowań żadnych nie będę robić, jakoś nigdy ich nie lubiłam- ale z perspektywy czasu patrząc- to nie był zły rok- oby kolejny 2014 rok nie był gorszy- i tego sobie i Tobie Olu i Twojej rodzince życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko, ale czemu musisz? W sumie skoro na kilka godzin i zawsze jakiś grosz wpadnie, to nie tak źle. :)
      Dziękuję za życzenia i dla Was wszystkiego dobrego w 2014!

      Usuń
    2. Muszę, bo mam określoną liczbę godzin do wyrobienia w danym roku szkolnym, już kilka godzin mam do tyłu ze względu na święta i cały luty, kiedy mnie nie będzie. Ale dam rade. Kto jak nie my, kobiety ? :) Będzie dobrze :)

      Usuń
    3. Pewnie, że dasz! Ja od razu po urodzeniu Julki wróciłam do szkoły i obroniłam tytuł technika, kiedy miała 3 miesiące. :)

      Usuń
  2. Ja nigdy nie stawiałam sobie noworocznych postanowień, jednak priorytetem stało się dla mnie odchudzanie. W końcu w sumie muszę zrzucić 53kg a to nie przelewki.
    A reszta niech będzie jak będzie. Zdrowia i pieniedzy ot co, życzę sobie i Wam też :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życz mi jeszcze utycia wymarzone 5-6 kg, a ja 3mam kciuki za Twoje chudnięcie! :)

      Usuń
    2. Ja utyłam znów 14 kg w ciąży, a jak spadnie jak po pierwszej ciązy i karmieniu, to chyba w trzecią zajdę- hehe, nie no żart:) W 2014 rodzę i odpoczywam od ciążowych klimatów:)

      Usuń
    3. A wiesz, że ja po drugiej ciąży schudłam dużo bardziej niż po pierwszej?... Niestety.

      Usuń
  3. Także nie trzymają się mnie plany, ja swoje a zycie weryfikuje, na co mi potem żal, pretensje kiedy coś się wali, wiec wolę żyć na spontan :) Babcia Twoja miała świętą rację , musiała być mądrą kobietą bo ja planowałam wpierw syna a urodziłam córcię i to USG też musiało mieć pecha :) a rok miałaś bardzo udany więc zyczę zdrówka, pogody ducha, wyrozumiałości, cierpliwości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za piękne życzenia! Masz rację, moja babcia była mądrą kobietą i tego jej powiedzenia się trzymam :)

      Usuń
  4. Ja ja przeważnie planowałam, w ubiegłym roku tylko sobie odpuściłam. Ale w tym mam planów sporo. A co do tego co twoja babcia o planach mówiła, moja mawiała podobnie i wiele w tym prawdy jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dotrzymywałaś postanowień? Bo u mnie kwestia jest właśnie taka, że ja mam strasznie słomiany zapał... Do zrobienia czegoś motywuje mnie chwila: kiedy naprawdę trzeba, to z uporem dążę do celu, ale takie abstrakcyjne plany typu "przytyję 5 kg" jakoś się mnie nie trzymają...

      Usuń
  5. Ja od niedawna stawiam sobie tylko takie cele, które są dobrze określone i możliwe do spełnienia. Tylko takie można rzeczywiście zrealizować. Hasło "schudnę" u mnie nie przechodzi, ale już "nie będę jadła po 21" brzmi lepiej. Bez celów trudno mi się w ogóle pozbierać i zmotywować. A no i śliczne dzieciaki:)

    OdpowiedzUsuń
  6. I spełnienia tych wszystkich marzeń życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. I spełnienia tych wszystkich marzeń życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. I spełnienia tych wszystkich marzeń życzę :)

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram