Post Top Ad

21:30

Jak podsumować rok z życia?

Napisała , w
Jakby nie patrzeć nadszedł czas na podsumowania. Czytam je na innych blogach, komentuję i zastanawiam się: jak ja mam podsumować mijający rok 2013 i to w jednym, krótkim poście???

Więcej było trudnych czy tych dobrych chwil? Bilans na plus czy na minus? Szczerze powiem, że nie potrafię ocenić. Postanowień noworocznych na 2013 rok nie miałam, bo nie należę do osób, które snują dalekosiężne plany. Mój plan ogranicza się do tego, co zrobić jutro na obiad i jak sprawić, by nie zabrakło mi kasy na koniec miesiąca. ;)

Moja babcia mawiała, że człowiek snuje plany, a Bóg się śmieje, czy jakoś tak i ja uważam, że to święta prawda. Z ręką na sercu chyba jeszcze nigdy nie udało mi się dotrzymać noworocznych postanowień, więc przestałam je robić...

19:23

Magiczny czas.

Napisała , w
Święta, Święta i po Świętach. Banalne, ale prawdziwe. Nie mam pojęcia, kiedy minęły te trzy dni! Wśród radości dzieciaków, ich kłótni o prezenty, szeleszczących papierów, pełnych stołów, życzeń, zabawy i zmęczenia spędziłam ten czas. 

Tak, tak! Było marudzenie, kłótnie rodzeństwa jak co dzień, a może nawet bardziej, bo przecież o nowe zabawki trzeba się porządnie pokłócić! ;)  Nie było idealnie, jak to wygląda w sesjach zdjęciowych w kolorowych magazynach albo w reklamach TV. A mimo to mogę powiedzieć, że było magicznie!

16:53

No i jest gorączka! Na szczęście ta świąteczna! ;)

Napisała , w
Bombki, ryby, sernik na zimno, choinka, mycie okien, pakowanie prezentów, sałatka warzywna... Wszystko mi się miesza w przedświątecznej gorączce! Na szczęście podzielność uwagi mam w genach, więc pomiędzy zakładaniem bombek na choinkę, przewracam ryby na patelni, robię Szymkowi mleczko, rozwiązuję z Julką zagadki w książce i jeszcze czyszczę okna. ;) Thank God I'm a woman! ;)

Choinka wczoraj stanęła dumnie w pokoju. A jeszcze bardziej dumna z siebie była Julka, która osobiście pojechała po nią z tatą do lasu! Szymek najpierw dotknął gałązek i stwierdził, że "koji", potem powąchał i oznajmił, że "pache". Potem ja zakładałam bombki, a on je ściągał. Największe wrażenie robiły na nim takie, w których widział swoje odbicie. :) Julka z kolei od założenia pierwszej bombki z częstotliwością co 5 minut pyta, kiedy przyjdzie Mikołaj. 



Hmmm, co to może być? :)
10:06

Świąteczne inspiracje i nasze na ten temat wariacje :)

Napisała , w
Za 9 dni Wigilia. Niby to takie oczywiste, a wciąż do mnie nie dociera. Efektem są nieziemskie braki w świątecznych porządkach i pustki w lodówce...  

Żyję choróbskami dzieciaków, a jest czym, bo  w myśl zasady - jak nie urok, to sraczka - do kaszlu i kataru doszła jelitówka. Na szczęście wymioty trwały tylko jeden dzień, ale teraz bąble dochodzą do siebie.  Ja jakoś dojść nie mogę...

Poczyniłam dziś jednak postęp: wreszcie ustaliłam z mamą, co każda z nas przygotuje na Wigilię, którą w tym roku obchodzimy wspólnie. Spisałam nawet wszystko na kartce. Podobno papier nie zapomina, więc jest nadzieja, że nie zostaniemy bez świątecznych potraw.

Ale nie jest tak, że o Bożym Narodzeniu w ogóle nie myślę, o nie! Korzystając z okazji, że Julka ma przymusowe wolne od przedszkola, popełniamy niemal codziennie jakieś świąteczne wariacje typu: kartki, bombki i inne ozdoby. Świątecznych inspiracji nie brakuje: nie tylko w sieci, na innych blogach, ale i w moich wspomnieniach. Pamiętacie łańcuchy na choinkę z kolorowego papieru? To był hicior w moim dzieciństwie! W zeszłym roku zrobiłyśmy taki z Julką i w tym też zamierzamy.Tymczasem popatrzcie, co już popełniłyśmy...


Świąteczny rysunek dla babci i dziadka ze zdjęciem Julki. Wykonany w całości przez kochającą wnusię :)

18:20

Co mama czuje, gdy dziecko choruje...

Napisała , w
Przyplątał się do nas najpierw on: upierdliwy i uporczywy, zakłócający spanie, jedzenie i zabawę, raz spływający niczym wodospad, a za chwilę korkujący nosek niczym malująca się w aucie babka z kawału ruch na ulicy. Katar! Masakryczny, okropny i paskudny! Biedny Szymuś tak ciężko w nocy oddychał, że ja sama czułam jakbym się dusiła, kiedy tego słuchałam. Maść majerankowa pomagała na chwilę, Otrivin też. Nie trzeba było dużo czasu, by Julka też złapała. I my oboje: mama i tata. Zresztą już nawet nie pamiętam, kto "przyniósł" to paskudztwo! Po paru dniach do kataru dołączył kaszel. Równie upierdliwy i uporczywy jak jego kolega po fachu... Ech...

15:27

Bohaterowie pierwszoplanowi. Część I: Julia.

Napisała , w
Moje plany regularnego pisania pokrzyżowała "niespodzianka" mikołajkowa: dwudniowy brak prądu. Przyznam, że nie tego spodziewałam się w tym roku na Mikołajki, ale cóż było robić. Trzeba było zwinąć manatki i urządzić biwak na podłodze u rodziców....  Dla dzieci był to znacznie bardziej trafiony prezent niż dla mnie!
Energia jednak wróciła i ta do pisania również, więc dziś mam zamiar uraczyć Was wpisem z cyklu: poznajcie nas! Chciałabym, żebyście trochę bliżej poznali pierwszoplanowych bohaterów tego bloga, czyli Julię i Szymona...

Julia. Urodzona 20 lutego 2008 pod znakiem ... Indywidualistki ;) 2840 i 51 cm, czyli rozmiary niewyobrażalnego szczęścia...




Od urodzenia wszystko robi po swojemu, a  niespożytą energię w niezwykły sposób łączy z wrażliwością.  Poczucie humoru odziedziczyła po mamusi, a upór po tatusiu. 
16:50

Pracującą mamą być...

Napisała , w
Miałam 8 lat, kiedy moja mama poszła do pracy. Zarabiała 600 zł na rękę - taka była wtedy najniższa krajowa - i musiała jeździć na rowerze cztery razy dziennie po 5 km w jedną stronę. Sprzedawała w sklepie spożywczym. Zimą miała odmrożone nogi, a latem w pocie czoła robiła te 20 km i stała do wieczora za ladą. Za 600 zł. Śmieszne pieniądze, które wtedy były na wagę złota dla naszej pięcioosobowej rodziny.

Nie mieliśmy niani. Pomagała nam babcia, ale w gruncie rzeczy to my sami się sobą zajmowaliśmy. Mieliśmy swoje obowiązki, które wykonywaliśmy bez mrugnięcia okiem (z małymi wyjątkami... ;) )  a potem mieliśmy czas dla siebie. I czekaliśmy na tatę, który wróci z "rejonu" (pracował jako listonosz) i na mamę, która wróci ze sklepu. Dodatkowym powodem oczekiwania był lizak, wafelek czy jogurt, który każdego dnia miała dla nas mama po powrocie z pracy.
Moja mama - kobieta pracująca. Wiem, jak było jej wtedy ciężko, a mimo to wspaniale godziła pracę z byciem mamą. Nigdy nie poczułam, że brakuje jej dla mnie czasu. Nigdy nie czułam się pozbawiona jej uwagi, czułości i zainteresowania. Nigdy nie zazdrościłam koleżankom, których mamy nie pracowały. I wiem, o ile lepiej czuła się moja mama pracując, niż wtedy, kiedy musiała z tej pracy zrezygnować i zostać w domu - na długie lata, jak się później okazało...

15:14

Wielki krok w małe obowiązki.

Napisała , w
Miałam może 6-7 lat, kiedy mama nauczyła mnie zmywać naczynia, a 12, kiedy robiłam pranie z całego tygodnia ( i to pięcioosobowej rodziny!) we Frani. Kiedy miałam 8 lat po powrocie ze szkoły, zabierałam od babci 3-letnią siostrę i zajmowałam się nią razem z 10-letnim bratem do powrotu mamy. Te obowiązki były dla mnie czymś zupełnie naturalnym! 

Dziś mówi się, że dzieci dojrzewają wcześniej, a jednak wielu rodziców, tego typu obowiązki wprowadza bardzo późno albo i wcale! Z czego to wynika? Z mody na bezstresowe wychowanie? Z przesadnej chęci zapewnienia dzieciom tego, co nam nie było dane - beztroski, luzu, spełniania każdej zachcianki? Z nadopiekuńczości? Może ze wszystkiego po trochu, ale nie ulega wątpliwości, że współczesne dzieci za swoje obowiązki uważają raczej bieganie na dodatkowe zajęcia, kółka zainteresowań czy korepetycje, a nie odkurzanie pokoju, zmywanie garów czy ścieranie kurzu na meblach w swoim pokoju.

17:48

Aż mama, ale tylko człowiek...

Napisała , w
Mama powinna być spokojna i cierpliwa, uśmiechnięta i zawsze w dobrym nastroju, powinna kochać i tę miłość okazywać, powinna wspierać, rozumieć i akceptować. 

Mama powinna być zbiorowiskiem pozytywnych emocji, wulkanem dobrej energii, oazą bezpieczeństwa i źródłem miłości. 

Ale jednocześnie mama powinna być jak cyborg: nie pozwalać sobie na gorsze dni, na irytację, na zniecierpliwienie, na smutek, a już na pewno nie na płacz bez wyraźnego powodu....

Jak więc pogodzić bycie kobietą - huśtawkę nastrojów, hormony, nadwrażliwość - z byciem mamą? Jak znaleźć złoty środek pomiędzy byciem oparciem i chodzącą miłością dla swoich dzieci, a byciem po prostu sobą? Jak uzewnętrzniać swoje negatywne emocje nie robiąc przy tym przykrości dzieciom? Jak sobie z nimi radzić, by mimo smutku, przygnębienia czy złości, nadal być tą mamą, którą chce się być, czyli najlepszą dla swoich pociech?

10:45

Mama, Julka i świąteczne DIY.

Napisała , w
Do Świąt został co prawda jeszcze trochę ponad miesiąc, ale szczerze mówiąc mnie już przestało irytować "Last Christmas", a nawet reklama, gdzie w kółko się kłócą, czy mówi się "trzymaj" czy może "trzymiej" :) Teraz już jestem na etapie uwielbiania tego przedświątecznego nastroju, tej corocznej gorączki, tych wszechobecnych Mikołajów i choinek! 

Myślę już bardzo intensywnie nad świątecznymi prezentami dla mojej Dwójki (o czym na pewno nie omieszkam szerzej opowiedzieć, w którymś z kolejnych postów!). 

Wczoraj miałam okazję jeszcze mocniej się wczuć w atmosferę - byłam u Julki w przedszkolu na wspólnym robieniu świątecznych kartek. 

Muszę przyznać, że takie spotkania w przedszkolu są wspaniałą okazją nie tylko do zrobienia czegoś wspólnie z Julką i innymi dzieciakami z grupy, ale także do przyjrzenia się, jak moja duża dziewczynka funkcjonuje, jak się zachowuje i radzi sobie w przedszkolu. A musicie wiedzieć, że Julka od września debiutuje w roli przedszkolaczki i początki wcale nie były łatwe, mimo, że ma już (dla mnie wciąż dopiero) 5 lat. 

18:20

Zapraszam do mojego świata!

Napisała , w

Chyba nie jestem zbyt współczesna ani zbyt poprawna politycznie... Bo nie jest dziś przecież trendy przyznawanie się publicznie przez matkę, że ... jej świat się kręci wokół dzieci! Znacznie bardziej modne jest pisanie o tym, jakie to macierzyństwo jest okropne i jak to się spełniasz niczym robot wieloczynnościowy na każdej płaszczyźnie!
A więc: dwójka grzecznych, pięknie ubranych (a te ubranka są zawsze nieskazitelnie czyste!) dzieci, pędząca z prędkością Pendolino kariera w korporacji, wspaniała niania (będąca też przyjaciółką), szarmancki mąż, który przynosi kwiaty przynajmniej raz w tygodniu, wieczorami aerobik albo basen no i Caffe Latte z koleżanką wypijane podczas zakupów w galerii handlowej w każdą sobotę! Tak powinnam żyć, żeby spełniać oczekiwania współczesnego świata. W przeciwnym razie mogę się narazić na miano kury domowej, potwora wózkowego, umamusionej baby bez ambicji a w najlepszym wypadku osoby marnującej sobie życie. Tym bardziej, że mam dopiero 26 lat i powinnam przecież robić studia podyplomowe, a nie taplać się w pieluchach!
No ale trudno. Narażam się. Na własną odpowiedzialność. Przyznaję się. Publicznie. Na blogu. Mój świat kręci się wokół dzieci. Od niemal sześciu lat.


Post Top Ad

Instagram